
Musujący kompot z rabarbaru
Ślicznie różowy i orzeźwiający
Zmorą mojego dzieciństwa był kompot z rabarbaru z tymi wszystkimi pływającymi w nim farfoclami. Sam płyn był pyszny, ale te farfocle… ugh. Rozumiem, że ta pulpa jest zdrowa, źródło błonnika i tak dalej, ale… jednak nie. Mój własny kompot jest różowy, musujący i orzeźwiający.
Uważam, że rabarbar jest niedoceniany. A przecież pojawia się już wczesną wiosną i daje nam przedsmak tego, co będzie za chwilę. Idealnie nadaje się do zapieczenia pod kruszonką, na sok i kompot. Ja staram się go wykorzystać w każdej postaci, od czasu do czasu, dla przywołania wspomnień też w tej najprostszej – maczany w cukrze i spożywany z naturalnie skrzywioną od kwasku twarzą 😊
Warto zapamiętać:
-
Nie należy przesadzać z rabarbarem, bo zawiera tzw. szczawiany, ale - dla zachowania zrowego rozsądku - mówi się w kontekście szkodliwości o zjedzeniu kilku kilogramów na raz (!) lub nieustannym jedzeniu rabarbaru przy diecie ubogiej w wapń.
-
Jemy tylko łodygi - nie jemy liści! To właśnie liście mają w sobie największe skupienie szkodliwych substancji.
Składniki:
-
ok. 400g rabarbaru (po usunięciu liści)
-
1 l wody
-
4 łyżki cukru
Dodatki:
Mięta, mrożone maliny, woda gazowana
Mój sposób:
Podana ilość jest na dość małą porcję, taką „na raz”, do wypicia na świeżo.
Z rabarbaru odcinam liście i białe końcówki. Powinny zostać same łodygi. Nie obieram ich ze skórki, bo to właśnie ona nadaje przyjemny różowy kolor.
Kroję rabarbar na kawałki ok. 2 cm, żeby w miarę szybko się rozgotowały.
Wrzucam do garnka, wsypuję cukier i zalewam wodą. Gotuję na małym ogniu przez ok. 20-30 minut, aż łodygi zrobią się miękkie i zaczną się rozpadać.
Odstawiam do wystygnięcia, po czym przelewam przez sitko i przecieram pulpę. Na sitku zostaną włókna i grubsze, twardsze kawałki, a w naczyniu słodki różowy płyn z lekkim osadem. Oczywiście, jeśli ktoś chciałby bardziej klarowny kompot, może całość przelać (przefiltrować) przez gazę, ale moim zdaniem trochę szkoda.
I teraz, w zależności od preferencji – można dodać kruszonego lodu, wody gazowanej, zamrożonych malin i mięty.
Warto dodawać wody po trochu, żeby przez przypadek całości za bardzo nie rozcieńczyć. Niektórzy lubią bardziej słodki kompot, niektórzy bardziej „wodę smakową”. Ja w upały dodaję więcej wody, bo taki kwaskawy kompot bardziej orzeźwia i zaspokaja pragnienie.
Na marginesie:
Taki musujący kompot tworzy ciekawą kompozycję z różowym ginem. Ale to już wersja dla dorosłych i raczej na wieczór :)